
Chleb na zakwasie
Żytni, wiejski i orkiszowy. Dojrzewają 24 godziny, dlatego mają chrupiącą skórkę i wilgotny, kwaskowaty środek.
Mała piekarnia w Łodzi. Zakwas z 2012 roku, mąka z młyna pod Sieradzem i piec opalany drewnem. Cztery składniki, zero ulepszaczy, żadnych skrótów.


Żytni, wiejski i orkiszowy. Dojrzewają 24 godziny, dlatego mają chrupiącą skórkę i wilgotny, kwaskowaty środek.
Maślane, z serem i cynamonowe. Wychodzą z pieca o 7:15 i do 9:00 zwykle znikają.

Flat white 12 zł. Do drożdżówki tańsza o 3 zł.
I nic więcej.

Sobota to dzień, w którym Marta wyciąga pistacje. Nie zawsze starczają do południa.

Karmimy zakwas mąką i wodą. Zostaje na noc w ciepłym kącie piekarni.
Rano dołączają mąka, sól i woda. Ciasto odpoczywa i rośnie powoli, bez przyspieszaczy.
Bochenki idą do pieca opalanego bukiem. Pierwsze wychodzą, zanim ktokolwiek zdąży się obudzić.
Chleb jeszcze paruje. Tego się nie da zamówić kurierem, dlatego trzeba do nas wpaść.

Wejście od ulicy, obok apteki. Rowery można stawiać przy witrynie, psy zapraszamy do środka.
„Chleb żytni po trzech dniach nadal jest lepszy niż ten ze sklepu pierwszego dnia."
„Idę po jedną bułkę cynamonową, wychodzę z bochenkiem, rogalem i kawą."
„Zamawiam na jutro przez stronę, odbieram bez kolejki. Marta pamięta, że lubię ciemniej wypieczony."